Gdy odsuwał jej krzesło, dobiegł ich warkot silnika. Mark odjeżdżał. Beck podniósł głowę i popatrzył na nią długo, zanim zapytał: - Jak ty to robisz? - Co? - Zakładasz tani naszyjnik odpustowy do eleganckiej sukienki i wciąż wyglądasz tak cholernie cudownie. Kiedy spojrzałem na ciebie przed chwilą... pomimo tych wszystkich idiotyzmów, o których rozmawiamy, pomyślałem, Jezu, ona jest taka piękna. Na poły podświadomie dotknęła sznura sztucznych pereł spoczywających na piersi. - Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Czy uwierzyłeś w to, co powiedziałam ci o Calvinie McGraw? Westchnął i usiadł prosto. - Jeśli w to uwierzę, znajdę się o krok od uznania, że Chris zabił Gene'a Iversona i pozbył się ciała tak, żeby nikt nigdy nie mógł go znaleźć. - Nie popełnił błędu Huffa - powiedziała cicho Sayre. - Jakiego błędu? - Chris był świadkiem zamordowania Sonniego Hallsera. Oczy Becka wpatrzyły się w nią czujnie. - Co takiego? - Chris odwiedził mnie wczoraj w nocy, kiedy wróciłam do hotelu. Rozmawialiśmy o czymś więcej niż tylko o planach Huffa wobec ciebie i mnie. - Streściła Beckowi konwersacje ze starszym bratem, ze szczególnym uwzględnieniem rozmowy o śmierci Hallsera. - Próbował mi wmówić, że byłam zbyt młoda, by cokolwiek pamiętać, i pomieszały mi się wspomnienia, ale to nieprawda, Beck. Wiem, że mam rację. Tamtej nocy Chris wymknął się z domu i poszedł do fabryki, żeby zrobić niespodziankę Huffowi. Nie wiem, czy widział, jak Huff wpychał tamtego człowieka do maszyny, czy też obserwował, jak ojciec pozwalał Hallserowi umrzeć w męczarniach, nie ratując go po wypadku. Tak czy owak, na pewno wywarło to na nim ogromne wrażenie. Takie wydarzenie może spowodować, że człowiek wyrzeka się wszelkiej agresji albo, wręcz przeciwnie, zaczyna się zastanawiać, jak to wykorzystać. Myślę, że w przypadku Chrisa mamy do czynienia z tym drugim. Gdy Huff nie poniósł żadnych konsekwencji za to, co zrobił, jego syn zdał sobie sprawę z korzyści wynikających z brutalności. Chris był klientem Becka, dlatego ten w najmniejszy sposób nie zareagował na to, co właśnie powiedziała. Sayre rozumiała powody jego milczenia i, na przekór sobie, ceniła go za to. Przyglądała się kropelce potu, która ściekła powoli z jego skroni i rozpłynęła się w siateczce delikatnych zmarszczek w rogu oka. - Powiedz mi, Beck. Ile jestem warta? - Słucham? - Huff zamierzał na pewno hojnie cię wynagrodzić za to, że się ze mną ożenisz i zostaniesz ojcem jego wnuka. Na jaką sumę się zgodziliście? A może pozostawiłeś wysokość zapłaty do jego decyzji? Dostałeś już zaliczkę? - Jak myślisz, z czego płacę za ten obiad? - zażartował. Wstał, podszedł do Sayre i pomógł jej wstać. - Mimo to bardzo cię proszę, ogranicz swój wybór potraw do lewej strony menu. Wszystkie potrawy z trzydaniowego posiłku były znakomite, ale żadna z nich nie dorównywała czekoladowemu sufletowi nasączonemu chantilly, którym podzielili się na deser. W restauracji było co najwyżej tuzin stolików, wszystkie nakryte białymi adamaszkowymi obrusami i zastawione srebrnymi sztućcami, kryształami i starą porcelaną. Ściany nad boazerią pokrywała różowa mora, w tym samym odcieniu co zasłony okienne, opadające ciężko na błyszczącą momencie wszystkie kwiaty nagle zniknęły. Pozostała tylko Róża. Motyl zaś, gdyby nie skrzydła i umiejętność - Moim zdaniem wyszło bardzo dobrze - odparł z peł¬nym przekonaniem. Tamta ukradkiem zerknęła na porzucony magazyn. - Stan państwa jest katastrofalny - wyznał szczerze. - Jean-Paul nieustannie bawił za granicą, jego starszy brat ro¬bił wcześniej to samo. Potrafili tylko brać pieniądze. Ko¬rupcja jest powszechna. Każdy, kto zdobędzie jakąś pozycję, stara się wyrwać dla siebie jak najwięcej. Weź na przykład Charlesa. Po co tak małemu krajowi jak mój ambasada w Australii? Po nic! Tymczasem Charles otrzymuje kolo¬salną gażę, mieszka w willi, która pomieściłaby tuzin ro¬ Tammy wyglądała oszałamiająco! Tak, oczekiwał jakiejś wykrętnej odpowiedzi. Czego in¬nego można spodziewać się po kobiecie, która nie przyje¬chała na pogrzeb siostry ani nie zainteresowała się osiero¬conym siostrzeńcem? Gdyby nie przepisy, Mark w ogóle nie chciałby jej widzieć, tylko natychmiast zabrałby małego do kraju. Na samą myśl o tym, jak zaniedbano Henry'ego, ogarnęła go wściekłość. - Klasycznie. Kiedy zaczął się wymądrzać, oparł nogę na łóżku, odsłaniając w ten sposób krocze. Kopnąłem go w jaja najsilniej, jak mogłem. Nie trafiłem zbyt celnie, bo jedynie go osłabiłem. Przewrócił się, ale nie wypuścił noża. Kiedy próbowałem mu go zabrać, zamachnął się na mnie, nie trafił, więc spróbował znowu, ale tym razem udało mi się chwycić go za nadgarstek. Zaczęliśmy walczyć. Watkins przegrał i upadł na ostrze. Musiał sobie przeciąć jakąś tętnicę w brzuchu, bo krew dosłownie zaczęła się z niego wylewać strumieniem. Próbowałem zatamować krwawienie, ale umarł po kilku minutach. Beck spojrzał na Scotta. - To była zdecydowanie samoobrona. - Oczywiście, tak to wygląda. - Detektyw wyciągnął dłoń do Chrisa. - Jestem panu winien przeprosiny, panie Hoyle, za wszelkie niedogodności i wstyd, jakich stałem się przyczyną. Najbardziej jednak żałuję, że zacząłem pana podejrzewać. Chris uścisnął rękę Scotta. - Wykonywałeś swoją pracę. My, Hoyle'owie, potrzebujemy ludzi takich jak ty, żeby chronili nasze miasto, prawda, Huff? - Tak jest. Rumieniąc się na tę pochwałę, detektyw sięgnął po torbę z dowodem rzeczowym. - Zabiorę to do biura i zarejestruję - powiedział do Rudego. - Jeśli chcesz, mogę zawieźć ją jutro do Nowego Orleanu. - Dzięki. Jak tylko wrócę na komendę, napiszę oświadczenie, które Chris podpisze. Detektyw dotknął palcami brzegu kapelusza i spojrzał na Sayre. - Do widzenia pani. - Z tymi słowy odszedł, unosząc torbę z dowodem rzeczowym. Chris zaciągnął się głęboko papierosem i zgasił niedopałek na schodku. - Będę rad, kiedy to wszystko wreszcie się skończy. Być podejrzanym o morderstwo to żadna przyjemność. Nie mówiąc o tym, że odciąga mnie to od spraw przedsiębiorstwa, a tam dzieje się bardzo źle. - Spojrzał ze złością na Sayre, ale nie skomentował jej uczestnictwa w wydarzeniach, które doprowadziły do zamknięcia fabryki. Karetka z ciałem Watkinsa zdążyła już odjechać, pozostali zaczęli się powoli zbierać. Rudy Harper został najdłużej. - Wygląda gorzej niż Klaps - zauważył Chris, śledząc jego wyjazd. - Ma raka. Wszyscy spojrzeli na Huffa, poruszeni tym, co powiedział. - Jest bardzo źle? - spytał Chris. - Powiedzmy tylko, że to dobrze, iż Wayne Scott zaczął grać w naszej drużynie. - Nie podpisał jeszcze listu intencyjnego - mruknął Chris. - Skrucha potrafi zmiękczyć serce niejednego człowieka. Chyba czas na to, abyś wysłał mu list z podziękowaniem i małym prezencikiem w kopercie. Chris odwzajemnił konspiracyjny uśmiech Huffa. - Zrobię to jutro z samego rana. - Idę nad wodę - rzuciła sztywno Sayre. - Beck, zawołaj mnie, kiedy będziesz gotowy do odjazdu. Chris przyglądał się odchodzącej siostrze z rozbawieniem. - Chyba obraziliśmy Sayre. A może po prostu jest wkurzona, że tak się co do mnie pomyliła? Beck nie odpowiedział, Huff zdawał się nie słuchać. Przyglądał się fasadzie rozklekotanego domku. - Powinienem sprzedać ten teren. znalazł choć jedną kartkę - dajcie mi szybko znać, abym mógł wszystkim dopowiedzieć dalszy ciąg tej niezwykłej - Co tu się dzieje?! - Nie, dlaczego? - odparł, przechodząc na angielski. - Właśnie rozmawiamy o twojej urodzie. - To jakiś spisek przeciwko mnie. iść. Tammy odczuwała coś podobnego. Najchętniej dalej sta¬łaby z dłońmi w jego rękach.
– Zadzwonię z recepcji, jak wrócę. Wiesz, gdzie jest butelka? – Widzisz, Kate, że to nie ja zaczęłam – powiedziała Marilyn, patrząc obrzydzenia, tylko z nieoczekiwanego pożądania. Tym razem nie W jego głosie wyraźnie słychać było gniew. tego człowieka. wieczór, a Julianna wciąż ćwiczyła. Mimo zmęczenia i głodu powtarzała -Proszę zostawić tacę przed drzwiami. Zobaczył, że Malinda potknęła się i przytrzymała – To już lepiej – powiedział nieco cieplej. – Złamałaś mi serce. włosy z czoła. - Ale to nie znaczy, żebym miał zaraz chcesz się zatrudnić jako opiekunka do dzieci, bo Po chwili pani Greenwood nie ma już w gabinecie. Laura patrzy na kartkę. Zdarzało się, że rodzice, wychodząc, dawali jej kartki z informacjami dotyczącymi ich pociech. Zwykle było to kilka odręcznie skreślonych zdań. Nie musieli wypisywać całych litanii, ponieważ o wszystkim, co było ważne dla ich dzieci, informowali ją ustnie - Pani Greenwood nie zadała sobie trudu, żeby powiedzieć o córce cokolwiek, nic więc dziwnego, że obie strony kartki są zadrukowane. -Blackthorne, jestem zajęta. Zaniedbałam prace domowe, -A czy umie pani gotować? - zapytał po francusku. Pomyślała z radością, że nawiązała ze swym chlebodawcą
©2019 to-przypadek.zgora.pl - Split Template by One Page Love